“Ciekawe czasy są dla mocnych ludzi” - Gen. Roman Polko o przywództwie, odporności i odpowiedzialności

Wystąpienie gen. Roman Polko podczas Dolnośląskiego Kongresu Firm Rodzinnych dotyczyło przywództwa i odporności organizacji w czasach kryzysów i niepewności. Generał podkreślał, że największe problemy rodzą się z ignorowania małych sygnałów ostrzegawczych, a prawdziwe przywództwo ujawnia się wtedy, gdy lider potrafi zachować spokój, jasno komunikować sytuację i podejmować decyzje pod presją.

“Ciekawe czasy są dla mocnych ludzi” - Gen. Roman Polko o przywództwie, odporności i odpowiedzialności
Spis treści
Heading 2

Wystąpienia wojskowych podczas kongresów gospodarczych mają w sobie pewne ryzyko. Łatwo mogą zamienić się w pokaz anegdot z pola służby albo w serię ostrzeżeń, które brzmią w oderwaniu od codzienności przedsiębiorców. W przypadku gen. Romana Polko stało się inaczej. Jego wystąpienie podczas Dolnośląskiego Kongresu Firm Rodzinnych było opowieścią o tym, jak zachowują się ludzie, kiedy znika komfort przewidywalności.

Firmy rodzinne żyją w dłuższym horyzoncie niż jeden sezon sprzedażowy, jeden budżet czy jedna kadencja zarządu. Ich właściciele zwykle myślą kategoriami ciągłości: nazwiska, reputacji, dorobku, odpowiedzialności wobec pracowników, klientów i kolejnego pokolenia. Dlatego rozmowa o odporności, sprawczości i decyzjach podejmowanych w warunkach napięcia ma dla nich szczególne znaczenie. Nie jest dodatkiem do agendy gospodarczej. Jest jej ważną częścią.

Ostatnie lata sprawiły, że pojęcie kryzysu przestało być czymś wyjątkowym. Pandemia, wojna w Ukrainie, niestabilność cen, presja kosztowa, cyberataki, dezinformacja, napięcia geopolityczne i niepewność regulacyjna coraz częściej nachodzą na siebie. Przedsiębiorcy nie działają już w świecie, w którym można oddzielić biznes od bezpieczeństwa, komunikacji, technologii, psychologii zespołu i geopolityki. To wszystko splata się w codziennych decyzjach: inwestować czy czekać, rozwijać się czy zabezpieczać, delegować czy kontrolować, mówić ludziom więcej czy mniej.

Głos człowieka, który mówi z doświadczenia

Gen. Polko wszedł w ten temat bez akademickiego dystansu. Zaczął od własnego doświadczenia. Mówił o służbie w dawnej Jugosławii, Kosowie, Afganistanie i Iraku. Wspominał, że kiedy pierwszy raz leciał samolotem pasażerskim, miał już za sobą wiele lotów, ale niemal nigdy nie lądował razem z maszyną, bo wcześniej zwykle z niej wyskakiwał. Ten obraz, lekko absurdalny, a jednocześnie bardzo konkretny, dobrze ustawił całość wystąpienia. Pokazał człowieka, który nie mówi o stresie, ryzyku i dowodzeniu z poziomu podręcznika.

Jedno z pierwszych zdań, które wyraźnie wybrzmiało, brzmiało: „Ciekawe czasy są dla mocnych ludzi”. Nie było w tym taniego heroizmu. Raczej trzeźwe rozpoznanie rzeczywistości. Ciekawe czasy nie są wygodne. Wymagają więcej skupienia, szybszej reakcji, mocniejszych nerwów i większej odpowiedzialności za słowa. W takich momentach przywództwo przestaje być funkcją, a staje się zachowaniem widocznym dla innych.

Kiedy lider staje się punktem odniesienia

Generał przywołał sytuację z dawnej Jugosławii, kiedy po raz pierwszy znalazł się pod ostrzałem. Zobaczył wtedy, że żołnierze, którzy wcześniej bywali krnąbrni i niezdyscyplinowani, nagle patrzą na dowódcę z pełnym skupieniem. „Mógłbym szeptem wydawać komendy i by je wykonywali” – mówił. To zdanie można przenieść daleko poza wojskowy kontekst. W kryzysie ludzie bardzo szybko rozpoznają, kto naprawdę dowodzi sytuacją. Patrzą na spokój, sposób mówienia, zdolność do decyzji. Sprawdzają, czy lider jest naprawdę obecny, czy tylko zajmuje stanowisko.

W firmach bywa podobnie, choć oczywiście w innych proporcjach. Nikt nie oczekuje od przedsiębiorcy wojskowej postawy. Ale pracownicy, klienci i partnerzy biznesowi także obserwują, jak lider zachowuje się wtedy, gdy rośnie napięcie. Czy znika. Czy przerzuca odpowiedzialność. Czy uspokaja bez pokrycia. Czy mówi uczciwie, nawet jeśli nie zna jeszcze wszystkich odpowiedzi. W takich momentach ujawnia się prawdziwa kultura organizacji. Nie ta zapisana w prezentacji, lecz ta praktykowana w działaniu.

Duże problemy zaczynają się od małych sygnałów

Jednym z najważniejszych zdań całego wystąpienia było: „Duże problemy biorą się z braku reakcji na małe”. To mogłoby być motto nie tylko dla polityki bezpieczeństwa, ale także dla zarządzania firmą. Kryzysy rzadko pojawiają się bez zapowiedzi. Często wcześniej przychodzą jako drobne sygnały: nierozwiązany konflikt, uzależnienie od jednego klienta, brak następcy, słabe zabezpieczenia informatyczne, niejasny podział kompetencji, narastające zmęczenie zespołu, decyzje odkładane miesiącami, bo jeszcze „nie ma dobrego momentu”.

W firmach rodzinnych te małe problemy bywają szczególnie trudne do nazwania. Bo mieszają się z relacjami, lojalnością, historią i emocjami. Czasem łatwiej przemilczeć temat sukcesji niż otworzyć rozmowę, która naruszy rodzinny układ. Łatwiej nie pytać o gotowość młodszego pokolenia. Łatwiej nie ruszać osoby, która „zawsze była z firmą”, choć jej sposób pracy nie odpowiada już skali organizacji. Łatwiej liczyć na intuicję założyciela niż zbudować system, który zadziała także bez jego stałej obecności.

Tymczasem gen. Polko mówił bardzo wyraźnie: brak reakcji nie zatrzymuje problemu. On tylko pozwala mu rosnąć.

Wojna informacyjna i firmowy obieg informacji

Wystąpienie nie mogło pominąć wojny w Ukrainie. Generał mówił o niej szeroko, ale nie tylko w wymiarze militarnym. Ważniejszy był obraz mechanizmów, które poprzedzają otwarty konflikt i towarzyszą mu później: dezinformacji, dzielenia społeczeństw, oswajania bierności, podważania zaufania do instytucji, sąsiadów i własnej sprawczości. W tym sensie wojna nie zaczyna się dopiero od czołgów. Zaczyna się wcześniej, w języku, emocjach i sposobie myślenia.

Ten fragment miał duże znaczenie także dla biznesu. Każda organizacja ma własny obieg informacji. Jeśli liderzy nie komunikują jasno, pojawia się miejsce na plotki. Jeśli decyzje są niezrozumiałe, ludzie tworzą własne interpretacje. Jeśli napięcie narasta, a nikt go nie nazywa, zespół zaczyna żyć domysłami. W czasach niepewności komunikacja jest narzędziem utrzymywania porządku.

Morale nie bierze się z pustego optymizmu

Gen. Polko wiele mówił o morale. W języku biznesu to słowo pojawia się rzadziej, a szkoda, bo opisuje coś więcej niż atmosferę w pracy. Morale to zdolność ludzi do dalszego działania mimo presji. To przekonanie, że wysiłek ma sens, że ktoś panuje nad kierunkiem, że organizacja nie rozpada się przy pierwszym mocniejszym uderzeniu. Morale nie bierze się z optymistycznych komunikatów. Buduje się je wcześniej: przez zaufanie, przygotowanie, jasność ról i doświadczenie, że liderzy nie unikają trudnych decyzji.

Dlatego tak ważny był wątek strachu. Generał krytycznie mówił o narracjach, które odbierają ludziom wiarę w działanie, wzmacniają poczucie słabości i budują przekonanie, że nic od nas nie zależy. W biznesie również łatwo wpaść w taki ton: rynek jest trudny, koszty rosną, ludzie są inni niż kiedyś, konkurencja nie śpi, państwo przeszkadza, świat jest niestabilny. Wszystko to może być prawdą. Ale lider, który zatrzymuje się na diagnozie zagrożeń, nie prowadzi ludzi dalej.

Dojrzałe przywództwo nie polega na udawaniu, że wszystko będzie dobrze. Polega na tym, żeby powiedzieć: sytuacja jest trudna, wiemy dlaczego, sprawdzamy możliwe warianty, podejmujemy decyzje, każdy musi rozumieć swoją rolę. Taki komunikat nie usuwa lęku, ale nadaje mu ramy. A to w kryzysie ma ogromne znaczenie.

Procedury trzeba sprawdzać, nie tylko posiadać

Bardzo mocno wybrzmiał także temat przygotowania. Gen. Polko mówił o ćwiczeniach, procedurach i sprawdzaniu realnej gotowości. Przywołał doświadczenia, w których oficjalnie deklarowano, że błędy zostały naprawione, ale kolejne ćwiczenie pokazywało, że problemy nadal istnieją. Padło zdanie: „Kontrola najwyższą formą zaufania”.

W wielu firmach to zdanie mogłoby zabrzmieć niewygodnie. Przedsiębiorcy często mówią, że ufają ludziom. I dobrze. Ale zaufanie bez sprawdzenia systemu może łatwo zamienić się w naiwność. Jeśli firma ma procedurę kryzysową, ale nikt jej nie przećwiczył, to nie ma procedury, tylko dokument. Jeśli tylko jedna osoba zna kluczowe hasła, kontakty i decyzje, to nie jest efektywność, tylko ryzyko. Jeśli plan sukcesji istnieje jedynie w głowie właściciela, to w praktyce go nie ma.

To nie jest wezwanie do biurokracji. Przeciwnie. Generał ostrzegał przed paraliżem proceduralnym, przed sytuacją, w której ludzie chowają się za formalnymi ścieżkami, nie podejmują decyzji i ciągle pytają, czy na pewno mają uprawnienia. W kryzysie organizacja potrzebuje porządku, ale nie bezwładu. Potrzebuje zasad, lecz także ludzi, którzy rozumieją sens tych zasad i potrafią działać, kiedy rzeczywistość odbiega od instrukcji.

Kiedy siła właściciela staje się ryzykiem organizacji

Właśnie tu pojawia się jedna z najważniejszych lekcji dla firm rodzinnych. Przez lata wiele z nich rośnie dzięki osobistej sprawczości właściciela. To on zna klientów, negocjuje, łagodzi konflikty, pamięta historię decyzji, widzi ryzyka szybciej niż inni. Taki model ma ogromną siłę na początku. Z czasem jednak może stać się ograniczeniem. Jeżeli organizacja nie uczy się decydować szerzej, staje się zależna od jednej osoby. A wtedy nawet silny lider może nieświadomie osłabiać odporność firmy.

W końcowej części wystąpienia pojawił się także wątek nowych technologii. Gen. Polko mówił o dronach, sztucznej inteligencji i szybkości reakcji. Zwrócił jednak uwagę, że technologia sama w sobie nie rozwiązuje problemu przywództwa. „Tam, gdzie kończy się sztuczna inteligencja, zaczyna się przywództwo” – powiedział.

To zdanie dobrze opisuje obecny moment w biznesie. Firmy testują narzędzia AI, automatyzują procesy, analizują dane, szukają przewag technologicznych. To potrzebne i często konieczne. Ale technologia nie zdecyduje za właściciela, jaką firmę chce budować. Nie zastąpi odpowiedzialności za ludzi. Nie rozpozna całego kontekstu rodzinnego biznesu, w którym jedna decyzja może dotyczyć jednocześnie finansów, relacji, ambicji i historii. Sztuczna inteligencja może przyspieszyć pracę, ale nie nada organizacji sensu.

Odporność zaczyna się od prostych pytań

Pod koniec generał sprowadził rozmowę o odporności do bardzo prostych pytań. Co robimy, gdy znika prąd, woda, internet? Kto wie, jak podłączyć agregat? Co zabieramy, jeśli trzeba się ewakuować? Z kim możemy współpracować najbliżej? To nie było straszenie. Raczej przypomnienie, że odporność zaczyna się od konkretu. Od rozmowy, przygotowania i przećwiczenia scenariuszy, które wydają się mało prawdopodobne tylko do dnia, w którym się wydarzą.

W firmie takie pytania brzmią podobnie. Co robimy, gdy przestaje działać system sprzedażowy? Kto rozmawia z klientami, jeśli pojawia się kryzys reputacyjny? Kto podejmuje decyzje, gdy właściciel jest niedostępny? Jak zachowujemy płynność, gdy kluczowy kontrahent opóźnia płatność? Co dzieje się z firmą, jeśli odchodzi osoba, która przez lata trzymała w ręku najważniejszy obszar operacyjny?

To są pytania niewygodne, ale potrzebne.

Odpowiedzialność zamiast lęku

Wystąpienie gen. Romana Polko zostawiało słuchaczy nie z lękiem, lecz z poczuciem odpowiedzialności. Nie było w nim prostych recept. Była raczej konsekwentna myśl: w trudnych czasach nie można odkładać reakcji, nie można udawać, że małe problemy same się rozwiążą, nie można budować organizacji wyłącznie na charyzmie jednej osoby i nie można ludziom odbierać sprawczości.

Dla firm rodzinnych to przesłanie jest szczególnie ważne. Ich przyszłość zależy nie tylko od wyniku finansowego, ale od zdolności przechodzenia przez napięcia bez utraty zaufania, sensu i ciągłości. Od tego, czy potrafią rozmawiać o ryzyku zanim stanie się kryzysem. Czy potrafią przygotować następców, zanim będą ich pilnie potrzebować. Czy potrafią budować zespoły, które nie czekają biernie na decyzję z góry. Czy potrafią zachować spokój bez popadania w bierność.

„Ciekawe czasy są dla mocnych ludzi” – powiedział gen. Polko. W kontekście biznesu można to odczytać jako wezwanie do dojrzałości. Mocny lider to ten, który widzi wcześniej, reaguje szybciej, umie nazwać trudną sytuację i nie zostawia ludzi samych z niepewnością.

W czasach, w których zmiana stała się stałym elementem prowadzenia firmy, taka postawa może być jedną z najważniejszych przewag.

Gen. dyw. rez. dr Roman Polko to były dowódca Jednostki Wojskowej GROM, oficer wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych, uczestnik misji zagranicznych oraz były zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W swojej działalności publicznej i eksperckiej zajmuje się tematami bezpieczeństwa, przywództwa, odporności organizacji i reagowania w sytuacjach kryzysowych. 

Sprawdź profil eksperta